STATEMENT


Idee i inspiracje

W procesie twórczym badam pojęcie naturalności. W dobie naturokultury, posthumanizmu i świadomości w kwestiach medialności ciała jaką daje nam shustermanowska somaestetyka, oddzielenie tego co naturalne i kulturalne staje się niemożliwe.

Inspirację do tworzenia stanowią często pytania z pogranicza natury, kultury i techniki, najczęściej pomysły absurdalne:

  • Jak wyglądałoby zdjęcie rentgenowskie złamanego skrzydła motyla?
  • Co by było gdyby w sklepach zoologicznych zaczęto sprzedawać hybrydy penisa i ośmiornicy?
  • Jak wyglądałby płód dziecka, gdyby rzeczywiście kiełkował w kapuście?
  • Jak wyobrażałabym sobie wnętrze swojego ciała, gdyby nie było wiedzy na ten temat?

Obraz jest dla mnie jak ziarno, które oglądane przez innych kiełkuje w ich umysłach, mnoży się i miesza z innymi, dając kolejne, nowe pokolenia ikonosfery.

Skąd wyobrażenia niemożliwych kształtów i stworów?

Karmię się niezliczoną ilością obrazów. Kiedy myślę o wszystkich organicznych kompozycjach, o stworach i kompilacjach potencjalnych organizmów, które powstają w mojej wyobraźni, świat ten jawi mi się jako bezkresny ocean, piękny i straszny zarazem.

W obrazie zamykam fragmenty tego świata, jak w akwarium i tak też chciałabym, żeby były oglądane. Stojąc przed akwarium podziwiamy kolory i kształty, których nie widujemy na co dzień. Odprężamy się i oddajemy kontemplacji. Innym razem denerwujemy się myśląc o tym, jak oglądane przez nas gatunki żyją na wolności. Czasami chcemy je uwolnić, ale jednocześnie przerażają nas lub wzbudzają chęć podziwiania ich bez końca. Jesteśmy rozdarci – gdyby nie ich więzienie, może nigdy byśmy ich nie zobaczyli, gdyby nie nasza ciekawość, byłyby wolne.

Być może przyjdzie czas, że do każdej wizualnej formy, będziemy w stanie dopisać kod DNA, a wtedy każdy obraz będzie potencjalnym akwarium, wizualnym projektem nowej formy życia.

Dlaczego malarstwo?

Malarstwo jest mi najbliższe, moja mama też maluje i zapach terpentyny kojarzy mi się z domem. Nie potrafię odpowiedzieć na pytanie dlaczego maluję, bo to trochę tak, jakby ktoś zapytał dlaczego mówię; bo mogę, bo się nauczyłam, bo pozwala mi to na wyrażanie myśli i emocji, na komunikację z drugim człowiekiem. Proste? Być może, ale ja nie widzę nic złego w tej prostocie. Nie potrzebuję wymyślania na siłę tysiąca pseudofilozoficznych argumentów. Henri de Toulouse-Lautrec, zapytany o malarstwo powiedział kiedyś: „Drogi panie, malarstwo jest jak gówno, to się czuje, ale nie tłumaczy”. W pełni się z nim zgadzam.