STETEMENT 2


Każdy czymś się fascynuje, a jak nie, to przynajmniej udaje.
Utarło się, że właśnie fascynacja jest siłą napędową twórczych działań.
A ja mam przesyt. Codziennie obżeram się obrazami, co wieczór jest mi niedobrze, a rano świat wydaje mi się oblepiony gównem i niewarty mojej uwagi.
I wtedy biorę dwa mazaki (chociaż mama powiedziała: nie możesz wziąć po prostu dwóch mazaków i rysować! Zachwyć się czymś, przeżyj coś i to zamknij w obrazie, albo chociaż rąbek wspomnienia o tym). Mamo, nie umiem. Jestem zblazowaną 25-latką, która za dużo widziała, przeżyła jeszcze więcej i nie wiele rzeczy robi na niej wrażenie.
Dlatego biorę dwa mazaki, łyka whisky i bazgram.
Bazgram co mi się podoba – nie po to, żeby się wyżyć, uwolnić emocje, oczyścić umysł czy naprawić świat. Bazgram, bo to mnie pobudza; biała kartka działa na mnie jak zielona herbata z malinami – pobudzająco i słodko.
I przez tą chwilę – zapominam – że życie do dupy, że komary gryzą, że kraj niby z bogiem, ale bez przyszłości.
Obraz to nie książka. Nie potrzebna mu historia, początek i koniec. Nawet autor bywa zbędny; w zimie obrazy malują się na szybach same.
Obraz nie potrzebuje dopisywania filozoficznych wywodów. Obraz to najbardziej pierwotna forma filozofii – niewerbalna.